Zerwać z własnym TABU! Rozmowa Natą, poznańską raperką i wokalistką o jej solowym albumie
- Ame d'art

- 16 lut
- 7 minut(y) czytania

NATA @_nata_music, czyli Natalia Hoffmann-Pawlak, to poznańska wokalistka, raperka, songwriterka, multiinstrumentalistka i producentka muzyczna, obecna na scenie nieprzerwanie od 2017 roku. Artystka tworzy muzykę będącą unikatowym połączeniem R&B i soulu z elementami hip-hopu oraz trapu. W 2020 roku, wspólnie z Kasią Tontor, powołała do życia duet Córy, w ramach którego ukazał się album „Idziemy po swoje” oraz EP „Babie lato”. NATA współpracowała także z takimi artystami jak DJ Decks, Ryfa Ri, Wdowa, AdMa i Maggy Moroz.
Światło dzienne ujrzał właśnie długo zapowiadany solowy materiał Naty — album „TABU”. To manifest autentyczności i opowieść o metamorfozie: o zrywaniu autocenzury i godzeniu w sobie skrajności. Zapytałam Natę o album, proces jego powstawania oraz wyzwania towarzyszące pracy nad nim. Zapraszam na rozmowę z niezwykle utalentowaną artystką, która tworzy z serca. Jej muzyka trafia do słuchaczy poszukujących odważnej narracji i dźwiękowej autentyczności, jakiej dotąd brakowało na polskiej scenie R&B i rapu.
Twój solowy album w końcu ujrzał światło dzienne, praca nad nim trwała dwa lata, a tytuł to "Tabu". Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie tworzenia tego krążka? Ile utworów nie trafiło ostatecznie na płytę i jak wyglądała ich selekcja?
Na płycie znalazły się wszystkie numery – 12. Nie było żadnych odrzutów, jak to często bywa w przypadku artystów tworzących z wytwórnią. U nas każda sesja nagrań przebiegała bez presji „dowożenia tematów” i deadline’ów. Nagrywaliśmy większość materiału w moim domowym studio, Tailor Cut wpadał do nas na weekend. Mieliśmy czas, żeby ze sobą pobyć, poznać się i nasze inspiracje, osobowości, tryb pracy i to bardzo pozytywnie wpłynęło na cały proces. Byliśmy bardzo produktywni, ale też kreatywni, bo kiedy czujesz zaufanie do drugiej osoby, pozwalasz sobie na eksperymentowanie z formą i brzmieniem. Otwierasz się na nowe i nie traktujesz studia jak pola starcia dwóch ego. Nigdy nie chodziło nam o to, „kogo ma być na wierzchu”, tylko o to, żeby stworzyć jak najlepszą piosenkę – taką, która będzie nas ekscytować, z której będziemy dumni i którą sami będziemy chcieli zapętlać. Stąd brak jakichkolwiek odrzutów :)
Myślę, że w tym unikatowym brzmieniu, które udało nam się stworzyć, gdzie rdzeniem jest oczywiście R&B, ale używamy wielu muzycznych przypraw: rapu, trapu, soulu, a nawet afrobeatu – słychać, że od początku było między nami silne muzyczne porozumienie. A to wcale nie zdarza się tak często między producentem a wokalistką.
Wraz z pomysłem na pierwszą solową płytę momentalnie przyszła mi do głowy jej nazwa – „TABU”. Wiedziałam, że nadszedł czas, aby ściągnąć z siebie autocenzurę i otwarcie opowiedzieć o kwestiach, które wcześniej budziły wstyd, lęk i napięcie, głównie związanych z niedowidzeniem, ale również z zaburzeniami odżywiania, które przeszłam w okresie dorastania. Z drugiej strony chciałam pokazać to, co w życiu warte jest celebracji. To album zdecydowanie oparty na kontrastach i intensywnych emocjach, bo taka też jestem — wrażliwa i ekstremalna.
Podczas pisania łapałam się jednak na tym, że kiedy robiło się naprawdę osobiście, kiedy dotykałam tych najprawdziwszych emocji, pierwszą reakcją często była próba ucieczki i schowania się za bezpiecznym tekstem, bardziej ogólnym albo „rozcieńczonym” środkami stylistycznymi. Bardzo pomagał mi wtedy mój mąż, który zna mnie, czasami myślę, że lepiej niż ja sama siebie i pomagał mi zauważać ten mechanizm. W trakcie pracy nad płytą poszłam również na terapię, ponieważ niektóre tematy otworzyły stare, niezagojone rany, na które dawno temu przykleiłam plaster z nadzieją, że „będzie dobrze”. Co ciekawe, zakończyłam proces terapii w tygodniu, w którym wyszedł mój ostatni singiel „Sensei”, w którym właśnie poruszam temat niedowidzenia i tego, jak wpłynęło ono na poczucie zależności i brak zaufania do siebie. Mimo że bywały bardzo intensywne emocje, jestem wdzięczna za to, że potrafię dać im upust przez muzykę, że napędzają mnie do tworzenia.

Myślę jednak, że największym wyzwaniem podczas powstawania albumu były kwestie organizacji czasu pracy. Kiedy wydajesz muzykę jako niezależny artysta, twoje działania nie kończą się na pracy w studiu i nagrywaniu klipów. To godziny poświęcone na pisanie press packów, rozsyłanie ich do radiostacji i dziennikarzy muzycznych, obmyślanie strategii kreatywnej, tworzenie contentu, bookowanie koncertów, organizację i koordynację sesji zdjęciowych, teledysków, wyjazdy na konferencje i showcasy, a nawet prowadzenie paneli. To praca na cały etat, którą wykonuję po mojej pracy na etat — a którą btw bardzo lubię :) I tutaj znowu muszę podkreślić, jak ogromnym wsparciem był dla mnie mój mąż, który pomagał mi do drugiej w nocy wysyłać maile, zaprojektował poligrafię i spędzał swoje wolne dni, kręcąc ze mną rolki na IG, chociaż mógł w tym czasie grać na PlayStation.
Album obnaża tematy tabu. Jest autentyczny i szczery, co w dzisiejszym świecie jest mniejszością. A szczególnie na polskim rynku muzycznym, gdzie większość muzyki to wyprodukowane pod wyświetlenia dźwięki. Czy w pracy nad nim czułaś presję rynku, czy raczej mogłaś w pełni tworzyć po swojemu?
Od samego początku wiedziałam, że nie chcę brzmieć ani wyglądać jak ktoś inny. Zamiast podążać za gotowymi przepisami czy formułami na „radiówkę” albo łapanie tiktokowych trendów, chcieliśmy stworzyć coś wyjątkowego i uważam, że nam się to udało. Algorytmy się zmieniają, trendy się starzeją, a jeśli tworzysz coś swojego, co naprawdę wynika z tego, kim jesteś, z Twoich emocji, osobistej historii i wartości, to jest to ponadczasowe.
Oczywiście ludziom czasem potrzeba więcej czasu, żeby zrozumieć, o co Tobie chodzi, żeby poczuć Twoje twórcze DNA, szczególnie kiedy odstajesz od innych i wyróżniasz się z tłumu. A to wymaga i odwagi, i konsekwencji. Z drugiej strony przyznam szczerze, że na chwilę dałam się złapać w szkodliwy mechanizm, jakim jest presja liczb: odświeżanie w Spotify for Artists, żeby zobaczyć, ile numer ma wyświetleń, wystrzał dopaminy, kiedy piosenka lądowała na edytorskiej playliście, i lekki zjazd, rozczarowanie, kiedy nie wchodziła do notowań. Wtedy powiedziałam sobie: „stop”. Jestem psychologiem i mam dużą świadomość tego, jak działa układ nagrody w naszym mózgu i jakie są mechanizmy uzależnień behawioralnych. Pomyślałam, że nie chcę, aby liczby regulowały mój nastrój i moje podejście do pracy twórczej. Wkładam w to całe serce, całą siebie i jestem maksymalnie dumna z efektów naszej pracy.
TABU to płyta na najwyższym poziomie i będę konsekwentnie robić swoje, nie ulegając presji liczb ani algorytmom. Zwłaszcza że dobrze rozumiem, jak te mechanizmy naprawdę działają i jak łatwo w dzisiejszym, zdigitalizowanym świecie grać pozorami. A ja stawiam na autentyczność, bo zbyt długo się ukrywałam.

Współpraca z różnymi artystami, eksperymentowanie i eksplorowanie artystycznych klimatów. Czy to są dla Ciebie kluczowe elementy w procesie tworzenia muzyki?
Sztuka jest dla mnie formą dialogu z samą sobą, ze słuchaczami, ale również z innymi twórcami. Czuję ogromną ekscytację, kiedy tworzę z innymi artystami, którzy mogą podchwycić moje dźwięki i słowa i zamienić je — tak jak Vanessa Siwy, projektantka — na stylizacje, barwy, faktury, przetarcia. Stworzyła dla mnie customy, które opowiadały za pomocą mody moją historię wychodzenia z kokonu. Te stylizacje inspirowały później makeup artistkę, a ja w nich inaczej się czułam, poruszałam, wyglądałam, co rejestrowali fotografowie: Szymon Cieślak i Ewelina Jaśkowiak. Wspaniała współpraca wydarzyła się również na planie do „Bastionu”, gdzie poznańska malarka Marta Zawrocka namalowała obraz motyla, który trafił do mojego studia i jako tatuaż na ramię. Teledyski zrealizowane z Yucamila to też bardzo ważny element procesu powstawania płyty TABU. Czuję, że dzięki tym wspaniałym twórcom stworzyliśmy coś więcej niż płytę, to pewnego rodzaju uniwersum TABU, styl i mocny przekaz. Noszę zresztą na szyi chain TABU zaprojektowany i wykonany dla mnie przez Marię Rabaj oraz torbę TABU uszytą przez Serce Concept, ponieważ chcę, aby emocje zawarte na płycie towarzyszyły mi na co dzień. Przez prawie dwa lata Afro Ksenia, braiderka z Poznania, konsekwentnie zaplatała mi różowe warkocze, które również są elementem mojego wizerunku. Dbałość o detal sprawia, że wszystkie te elementy dają wielowymiarowy efekt, od muzyki, przez obraz, modę, tatuaże, fryzury i biżuterię, nie ma tu przypadków. W czasach, kiedy wielu ludzi czuje się samotnie i w izolacji, ja zaprosiłam do projektu wiele wspaniałych osób. I znowu podkreślę, jak ważne jest dla mnie dbanie o relacje, zaufanie i wzajemne wsparcie w tworzeniu. Często przed kamerą czułam bardzo silne emocje, ale zawsze czułam się bezpiecznie, dzięki czemu mogłam odważnie urzeczywistniać swoją wizję, co nie byłoby w pełni możliwe, gdyby nie wspomniani artyści i artystki. I właśnie dlatego TABU nie kończy się na muzyce — ono żyje w obrazie, w ruchu i w codzienności.
Jeden z moich ulubionych muzyków powiedział, że pisaniem tekstów to takie tworzenie albumu ze zdjęciami. Czy u Ciebie tworzenie muzyki i tekstów to jak zbieranie takich chwil w albumie? Pokazywanie światu intymnych momentów?
Często piosenka powstaje pod wpływem chwili, Twoja „aktualność” to Twój stan psychofizyczny. Czasem wystarczy jeden dźwięk, jedno słowo, jedna emocja i uruchamia się cały proces. Tak było w przypadku „Wasabi” czy „Bluszczu”, najpierw pojawił się impuls, a potem historia zaczęła pisać się sama. Muzyka ma w sobie coś niezwykłego — koduje wspomnienia. Piosenki, których słuchamy w różnych momentach życia, potrafią po latach przenieść nas dokładnie do tej samej przestrzeni: do konkretnej relacji, sytuacji, zapachu powietrza, emocji w ciele. To działa jak migawka aparatu. Kiedy wracam do swoich starszych numerów, słucham ich już trochę z innej perspektywy, jakbym oglądała album ze zdjęciami. Widzę, w jakim miejscu wtedy byłam, co przeżywałam, czego się bałam, za czym tęskniłam. Czasem się uśmiecham, czasem wzruszam, czasem myślę: „wow, ile drogi już przeszłam”.
Gdybyś miała opisać estetykę swojego albumu trzema słowami?
Urban r’n’b trap
Twoja muzyczna droga jest już całkiem pokaźna, a współpraca z różnymi artystami także robi wrażenie. Opowiedz proszę, jak wyglądały Twoje początki i doświadczenia muzyczne, zanim powstał solowy album TABU?
To pytanie mogłoby być samo w sobie osobną rozmową :) Muzyka towarzyszy mi przez całe życie, od pierwszych, społecznie zaangażowanych piosenek w okresie nastoletnim, przez szaleństwo punkowo-rockowego zespołu, nigeryjski chór gospel, busking, aż po jazzowe standardy w praskich barach czy kameralne sofarowe koncerty. Z czasem przyszły też duże sceny największych hiphopowych festiwali, jak Rap Stacja Festiwal czy Polish Hip-Hop Festival, na których grałam z moim duetem CÓRY, który tworzę z moją soulową siostrą Katarzyną Tontor — nasza muzyka to soul’n’rap, bardzo chilloutowa energia i pozytywny przekaz. Przyjaźnimy się i świetnie rozumiemy muzycznie, co słychać w nagraniach. Często z Kasią przeglądamy stare zdjęcia i nagrania z koncertów, studia czy tras i wtedy naprawdę czujemy, że w ten sposób pisze się historia :)
Warto też zaznaczyć, że „TABU” to moja czwarta długogrająca płyta, ale pierwsza w pełni solowa. Dlatego w pewnym sensie jest to debiut, choć świeżakiem na scenie bynajmniej nie jestem :)
Album TABU możecie zakupić na strone Aloha sklep
Autor zdjęć: Szymon Cieślak
Wywiad przeprowadziła: Marzka Szabla








Komentarze